Stanisław Leszczyński

biogram
OPIS PREZENTACJI:
Rowerem przez Amerykę Południową

Przedstawiamy Stanisława Leszczyńskiego z Zielonej Góry. Dokonał rzeczy niezwykłej! Przejechał rowerem przez Amerykę Południową! Sam wszystko zaplanował, zorganizował i samotnie odbył podróż! To była jego druga wyprawa, w poprzednim roku pokonał podobną trasę, zaczynając od Boliwii. Tym razem wylądował w stolicy Kolumbii Bogocie i kierował się cały czas na południe. Przejechał rowerem 8808 kilometrów, przez Kolumbię, Ekwador, Peru, Boliwię, Chile i Argentynę. Szczegółową relację z podróży, którą zamieszczał na bieżąco, można znaleźć na stronie facebook.com/roweremprzezameryke/.

Co go wyróżnia spośród innych podróżników? Całkowita samodzielność działania! Plan wyprawy, przygotowania do podróży, planowanie lotów, zakupy, logistyka, nawiązywanie kontaktów, wyznaczanie szczegółowej trasy przejazdu – wszystko to były działania samodzielne! W czasie całej podróży był zdany na siebie i poradził sobie w sposób nadzwyczajny. Posiada rzadką zdolność zjednywania sobie ludzi, dzięki takiej umiejętności łatwiej było mu znaleźć miejsce na nocleg, czasem korzystając z couchsurfingu, czasem u przypadkowo spotkanych osób, ale też w miejscach niezwykłych: na posterunku policji, w ośrodku parafialnym, w latarni morskiej na końcu świata, a i skutecznie negocjując ceny w hostelach. Wielokrotnie był zapraszany do domów tubylców, częstowany skromnym posiłkiem, zatrzymywany na nocleg. Równie dobrze radził sobie w terenach odludnych, kiedy nocował w namiocie, z dala od cywilizacji, z zapasem wody i żywności na kilka dni, jak i w miastach, gdzie przejazd przez biedne, a czasem i bardzo podejrzane dzielnice, nie zawsze mógł być bezpieczny.

Atacama, pustynia w Chile, najsuchsze miejsce na Ziemi, też go nie pokonała, nawet nocleg w namiocie, przy temperaturze -7 stopni Celsjusza, był tylko kolejnym wyzwaniem. Poniższe zdjęcia są z Machu Picchu, to jedno z bardziej znanych miejsc na trasie podróży, nie sposób go pominąć podczas pobytu w Peru. Lama też jest pod wrażeniem! I niestraszne mu były wysokości do prawie 5 tysięcy m. n.p.m., choć jazda rowerem z góry z prędkością 80 km/h tylko z bezpiecznego dystansu może się wydawać porywająca. Dobrze, że nie było przy tym jego mamy…

Szczęśliwym zakończeniem podróży było spotkanie z pingwinami na Ziemi Ognistej i wylot do Polski z Ushuaia, miasta na prawdziwym końcu świata. Jaki jest jego przepis na podróż? Trzeba kupić bilet na samolot, a potem wsiąść na rower i jechać przed siebie. Proste? Wielu z nas marzy o takiej wyprawie, powstrzymują nas zobowiązania, brak czasu, brak pieniędzy, brak odwagi. A on naprawdę tego dokonał! Warto realizować swoje marzenia!