Radosław Sprawka

biogram

W ogóle ostatnio się dowiaduję, że festiwali podróżniczych trochę jest w kraju, co dla mnie Gdynianina, nieco może nazbyt skoncentrowanego na Kolosach (raczej jako widz) jest bardzo interesujące. A że w tym roku tematem jest Ameryka Południowa, kontynent, na którym udało mi się w ubiegłym roku w końcu stopę postawić, postanowiłem podesłać swoje zgłoszenie. Być może kogoś zainteresuje Ameryka Południowa, a dokładniej część Chile, część Peru i kawałek Boliwii (bo tyle się udało w trakcie nieco ponad pięciotygodniowego urlopu zobaczyć), widziane nie do końca sprawnym  okiem. ;) Jak widać na zdjęciach, posługuję się białą laską, choć głównie w podróży. To takie moje trzecie oko. :)

Wybrałem sobie nieco dziwny czas… Zamieniłem bowiem piękne polskie gorące lato na południowoamerykańską zimę i to niekiedy naprawdę zimną, bo np. przy gejzerach temperatura była poniżej -15 ºC. Poleciałem akurat wtedy, bo 2 lipca w okolicach La Sereny i Coquimbo  miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca. Może się wydawać, że jak ktoś niedowidzi, to co tam dla niego takie wizualne doświadczenia… Ale muszę przyznać, że to było jedno z najniezwyklejszych zjawisk, jakich doświadczyłem w życiu. Część podróży byłem sam a część w towarzystwie, gdyż dołączyłem na ok. 2,5 tygodnia do przyjaciół, którzy byli w rocznej podróży po Ameryce Południowej.

Była to o tyle wyjątkowa podróż, że nie dość, że niedowidzę, to jeszcze mój hiszpański pozostawia wiele do życzenia. Mimo to mogę z czystym sumieniem napisać, że była to fantastyczna wyprawa, trochę też w pogoni za dziecięcymi marzeniami. W początkach lat ‘90 leciał w TVP animowany serial „Tajemnicze złote miasta” opowiadający  o perypetiach trzech młodocianych bohaterów i ich trzech „opiekunów”, którzy w XVI wieku przemierzali kontynent południowoamerykański…

Było naturalnie dużo stresów (ale w moim wypadku nie może być inaczej), ale też wielu wspaniałych ludzi czy to spotkanych na ulicy, czy w hostelu, na wycieczkach, przez couchsurfing, na dworcach czy nawet w autobusach… Wszyscy oni byli otwarci i pomocni… Muszę też nadmienić, że podróżowanie przez te kraje miało tę dodatkową trudność, dla mnie niedowidzącego, że tam najczęściej sklepy wychodzą na chodnik i dla pieszego pozostaje ulica, po której musi kluczyć między samochodami, ale i tu sobie jakoś poradziłem. ;) Udało mi się też spróbować takich nowych rzeczy jak np. zjeżdżanie na desce sandboardingowej, a dodam, że na snowboardzie też nie jeżdżę…

Były zatem niesamowite krajobrazy, smaki, zwierzęta no i – jak pisałem – przede wszystkim ludzie, bo oni w moich podróżach są najważniejsi, bez nich żadna moja wyprawa nie byłaby możliwa, a był to czwarty odwiedzony przeze mnie kontynent (trzeci, jeśli nie policzymy Europy) i od pięćdziesiątego do pięćdziesiątego trzeciego z odwiedzonych przeze mnie krajów, z czego połowę zwiedziłem samodzielnie (resztę albo w duecie albo w grupie znajomych).