Aleksandra Rządkowska

Podróżuję samotnie, staram się szukać niezwykłości w rzeczach zwykłych. Do tej pory udało mi się trochę powłóczyć po Chinach, Bałkanach, Maroku i Ameryce Południowej. Kiedy miałam 16 lat, wpadła mi w ręce trylogia A.B. Daniela o Inkach, od tamtego czasu bardzo chciałam się wybrać do Ameryki Południowej.

Lubię odwiedzać cmentarze i kina studyjne. Obecnie moją ulubioną formą przemieszania się jest transport rzeczny, uwielbiam też wagony restauracyjne oraz autostop w rozsądnej dawce. Często zdarza mi się w podróży uczestniczyć w wolontariatach, często też korzystam z couchsurfingu.

OPIS PREZENTACJI:

Opowiem o miejscach, które w czasie mojej siedmiomiesięcznej samotnej podróży po Ameryce Południowej  wywarły na mnie największe wrażenie i w których czułam się najlepiej. Lubię mieć dużo czasu w podróży, żeby móc wybrać się na targ, który odbywa się jedynie w środy, nie denerwować się że nie odpływa statek i czekam na jego pełny załadunek, żeby móc w zachwycie kontemplować przyrodę, momenty spędzone z ludźmi, delektować się jedzeniem (jeśli akurat coś przepysznego udało się zdobyć). Jadąc do Ameryki Południowej, nie planowałam szczegółowo wyjazdu, chciałam na miejscu decydować o kolejnych kierunkach. Należę do grona osób, które nie lubią oglądać zwiastunów filmów oraz zdjęć z miejsc, do których mam się wybrać.

Myślałam, że dużym problemem będą dla mnie insekty, ale jeśli nie znajdowały się bezpośrednio na moim łóżku, nie irytował mnie nawet pająk wielkości dłoni dostrzeżony na ścianie chatki w selvie amazońskiej. Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, na początku trudno mi było przyzwyczaić się tego, że cały czas muszę bardzo starannie pilnować wszystkich swoich rzeczy, później weszło mi już to w krew, a myśl o ewentualnej kradzieży moich rzeczy, nawet tych najważniejszych, nie wywoływała we mnie już tak dużych emocji. Podczas swoich wyjazdów generalnie lubię się szwendać, popatrzeć na słupy ogłoszeniowe w poszukiwaniu ciekawych koncertów, odwiedzić lokalny cmentarz czy wybrać najładniejszy dom w okolicy.

kościółek2

 

Bardzo miło wspominam pobyt na chilijskiej wyspie Chiloe. Piękna wyspa, na której możemy znaleźć  szereg drewnianych małych kościółków, zobaczyć pingwiny lub wieloryby czy posłuchać legend i podań miejscowej ludności, wyjaśniających nie tylko, w jaki sposób powstał świat, ale również obwiniających Trauco – jedną z postaci mitologii – za uwodzenie a następnie porzucanie kobiet w ciąży.

Rio de Janeiro jest najpiękniejszym miastem, jakie w życiu widziałam. Otoczone wzgórzami, skąpane w zieloności, tętniące rytmem samby, z barwną sztuką wynurzającą się z biedy, buntu oraz różnorodności. Wielbiciele budynków postkolonialnych, modernistycznych czy art deco znajdą coś dla siebie. Więcej o mojej podróży opowiem podczas Równoleżnika Zero, serdecznie zapraszam.