Małgorzata i Michał Brezdeń

M&M Brezdeń

Każdy nasz wyjazd to pomieszanie gór, autostopu, próba zrozumienia historycznego i politycznego podłoża odwiedzanego miejsca i radość ze spotkania z ludźmi, dzielących się z nami swoimi opowieściami. I właśnie taką perspektywą podróżniczą chcielibyśmy się z Wami podzielić. Uwielbiamy odkrywać Polskę, doszliśmy do Santiago de Compostella, zjechaliśmy kawał Europy i Azji. Rzuciło nas nawet na koniec świata do Nowej Zelandii! Staramy się czerpać z życia jak najwięcej i z otwartą głową iść przed siebie. A już niedługo w powiększonym gronie:)
Zapraszamy na www.wsandalachpara.pl

TYTUŁ PREZENTACJI:
Półroczna podróż przez Bliski Wschód, Nepal, Malezję i Filipiny
Azja od zawsze nas pociągała. Wszystkim mówiliśmy o oficjalnej wersji podróży – za 2 miesiące wracamy z Dubaju. Skończyło się inaczej.
Zaczęliśmy od magicznej za każdym razem Gruzji. Wróciliśmy do fantastycznego chleba, pysznych chinkali i gruzińskich gór.
Stąd już o krok do Armenii. Weszliśmy na Aragats, objechaliśmy autostopem ormiańskie morze i odkrywaliśmy tajemnice kamiennych monastyrów.
Potem był Górski Karabach – nieuznawana przez nikogo republika, leżąca teoretycznie na terytorium Azerbejdżanu. Miejsce krwawego konfliktu z lat 90, najpiękniejsza część Armenii, jak mówiło wielu.
Iran. Od dawna planowaliśmy odwiedzić ten obrośnięty stereotypami kraj i zobaczyć jego prawdziwe oblicze. Już pierwsze chwile i kroki w Państwie Persów uświadomiły nam ogromną gościnność i bezpośredniość jego mieszkańców.
Przejeżdżamy przez cały Iran, próbujemy wejść na Damavand, poznajemy Irańczyków, śpimy na pustyni i napełniamy brzuchy kebabami. Znad Zatoki Perskiej wyruszamy do Dubaju.
Z emirackich miast ociekających złotem szybko uciekamy do fantastycznego Omanu. Znacie inny kraj na O?
Tam poznajemy Sułtana. Nasz rówieśnik zaprasza nas do swojego domu, gdzie spędzamy dni na zgłębianiu arabskiej kultury.
Z Omanu już „blisko” do Nepalu i spełnienia kolejnego marzenia – zobaczenia Himalajów. Przechodzimy 200km szlak dookoła Annapurny z wieńczącą go przełęczą Thorung La.
Przypadkowo trafiamy do Malezji, czyli wprost na równik. Na samą myśl o Malezji łapiemy się za brzuchy. Zobaczycie dlaczego:)
Na koniec naszej podróży lądujemy na Filipinach. Tam na rajskich wyspach spędzamy Boże Narodzenie i ładujemy akumulatory przed powrotem.

Wróciliśmy do Polski bogatsi w spotkania z ludźmi wszystkich kultur, kolorów skóry, religii i języków. Ogromnie otworzyły nam się oczy na świat i lepiej zrozumieliśmy Innego. Do tego ogromnie doceniliśmy nasze życie, możliwości i Polskę, na którą tak często narzekamy.
Spełniliśmy nasze marzenia, teraz chcielibyśmy Wam pokazać, że Wy też możecie!