Małgorzata Busz

malgosia-busz-res

Od ponad 2 lat pracuję w Biurze Aktywnych Podróży Barents.pl, co jeszcze bardziej sprzyja zwiedzaniu świata. Wcześniej zawodowo byłam związana z wrocławskimi agencjami reklamowymi. Staram się jeździć jak najwięcej – i po Polsce i też trochę dalej. Najchętniej na rowerze i na dziko :-) Do dziś nie udało mi się określić, czy wolę klimaty tropikalne czy arktyczne.

TYTUŁ PREZENTACJI:
Współczesny świat Birute Galdikas – z wizytą u orangutanów
Do orangutanów nie jedziesz tak o: żeby zrobić zdjęcie, chwilę popatrzyć, potem obrócić się na pięcie i pójść dalej w swoją stronę. A nawet, jeśli taki był Twój zamiar, to pierwsze spotkanie z człekokształtnym zmieni twoje plany. Będziesz stać jak zabetonowany, z głupkowatym uśmieszkiem i zachwytem w oczach, patrząc… tak jakby w lustro. Jest też drugi aspekt nieprzypadkowości spotkania – trzeba dłuuugo i daleko jechać, żeby się z nimi spotkać :) Jeśli jesteś już w Indonezji, wystarczy jeden dodatkowy lot wewnętrzny do Pangkalan Bun (Kalimantan, Borneo), szybka przejażdżka do Kumai, wybór łajby i możesz zacząć swoją przygodę. Warto tu jednak nadmienić, że dość smutną przygodę. Bo wraz ze spotkaniem z jednymi z najdoskonalszych stworzeń lasu deszczowego, spadnie na ciebie dramat oleju palmowego, karczowania i „pożarów” lasów, wszechobecny plastik i masowa turystyka. Ale do rzeczy – w mikroskali trafiasz do raju – brak zasięgu, cisza, fascynująca nas równikowa przyroda. Płyniesz łódeczką kilka dni, co jakiś czas wychodząc na brzeg. Nie kąpiesz się w rzece ponieważ nie chcesz, żeby zjadł cię krokodyl. Ale w nocy idziesz na trekking lasem deszczowym podglądać skorpiony, tarantule i wyraki. A zanim dopłyniesz do pierwszego orangutana, setki razy słyszysz: „Look! proboscis monkey, long tail monkey!”. To makaki i nosacze.Orangutany widzisz głównie dzięki tzw. centrom rehabilitacji orangutanów, czyli wchodzisz w codzienne życie Birute Galdikas. 100% gwarancji zobaczenia orangutanów nie masz. W tej chwili są one bowiem określane jako „wild” i „semi-wild”, czyli wolna oranguciania wola! A przede wszystkim oznacza to, że nie potrzebują człowieka do niczego :) Są w pełni samowystarczalne. My możemy co najwyżej powalczyć o więcej lasów deszczowych dla nich. Centrum rehabilitacji prowadzi działalność badawczą, edukacyjną, zarobkową i umożliwia ci stanięcie z człekokształtnym niemal oko w oko. „Moim pierwszym” orangutanem był Mario, syn dzikiego orangutana i odzyskanej z niewoli mamy. Leżał nad rzeką, w miejscu gdzie było najwężej. Cel był jasny – dokonać abordażu! Całkiem proste zadanie – wystarczyło jedną ręką przytrzymać się gałęzi, a drugą złapać jakiejkolwiek części statku (orangutany niechętnie skaczą – upadek z wysokości byłby dla nich zbyt bolesny). Później podglądałam orangutanie rodziny podczas posiłków (w ramach centrum rehabilitacji). Ale miałam to szczęście, że widziałam też orangutany w lesie, podczas spaceru. I to dopiero było przeżycie! Dokazujące młode i matki idące górą, a za nimi ciężko stąpający po ziemi samiec alfa. Zapraszam do małego świata orangutanów, do Kalimantanu, czyli na Borneo!