Katarzyna Poleszak

Poleszak biogram

Bibliotekarz, kierownik Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego, w której pracuje od pięciu lat. Magister Filologii Orientalnej Uniwersytetu Jagiellońskiego ze specjalnością Indologia w Krakowie. Dwukrotna stypendystka Rządu Indyjskiego, ukończyła kursy Advance Diploma in Hindi Language i Diploma in Hindi Language na University of Delhi w Indiach. Uczyła się tańca Odissi w Triveni Kala Sangam w New Delhi. Brała udział w słynnych na całą Polskę akcjach promujących bibliotekę oraz czytelnictwo, m. in. sleeveface „Wypożyczajcie książki”, „Dzieła sztuki w bibliotece”, filmiki „Zapraszamy do biblioteki”, program „Zabookowani” i in. Pasjonatka jogi.

TYTUŁ PREZENTACJI:
Jeden dzień z życia mieszkańca Delhi
Podczas prezentacji opowiem o Delhi, stolicy Indii, mieście, w którym spędziłam trzy lata, będąc stypendystką indyjskiego rządu i studentką Delhi University, jak również uczennicą jednej z najlepszych tancerek Odissi w Indiach, Pratibhy Jeeny Singh. Byłam więc zagranicznym studentem, którego traktuje się w Indiach inaczej, ale też zwykłym mieszkańcem dwudziestomilionowego miasta, który aby przeżyć w świecie o niewątpliwie bogatej i żywiołowej kulturze, musiał też nauczyć się egzystować w siatce absurdalnych przepisów i rozbuchanej biurokracji. Bo Delhi to nie tylko miasto o nieprzeciętnej energii i rozwibrowanych kolorach, to także miejsce pełne kontrastów, gdzie bogactwo mieszka obok ubóstwa, a powietrze przesycone tysiącem aromatów wibruje nieustannym hałasem, gdzie dni pełne wrażeń ustępują miejsca nocom, cichym i czarnym. Delhi to też miejsca ukryte, trzymane jakby w tajemnicy, których nie pochłonął jeszcze wielkomiejski zgiełk, takie jak tybetańska kolonia. Urokliwe, pełne odświętnej atmosfery, tworzą zupełnie inny świat, swoiste enklawy spokoju.

Pobyt w Delhi był moim marzeniem. Przedstawię jak odnalazłam się w tym wielokulturowym tyglu oraz czy moje wyobrażenia miały pokrycie w rzeczywistości. To co zapamiętam na całe życie to pierwsze wrażenie – bardzo fizyczne uczucie wszechogarniającego ciepła i wilgoci, okraszone zapachem przypraw i kadzidła oraz kakofonia dźwięków – żebrzących dzieci, klaksonów, wycia krów i nawoływania rikszarzy. To oraz trwający monsun, zapchane autobusy, natarczywe spojrzenia, oblepiający ciało i umysł brud miejskich ulic, sprawiały, że na początku miałam Delhi dosyć. Aż pewnego dnia wreszcie zaświeciło słońce, temperatura spadła do 30 stopni, wilgoć stała się niewyczuwalna – właśnie wtedy, stojąc na balkonie i nasłuchując wołania porannych sprzedawców warzyw, pokochałam to miejsce. Już nie chciałam wracać.

I właśnie o tym, co sprawiło, że Delhi na zawsze pozostanie moją drugą ojczyzną, spróbuję Państwu opowiedzieć.