Anna Błaszkiewicz i Mateusz Poślednik

479DSC07246_08-09-17_Laos_Vientiane_Thanaleng border train station__www.MATTrail.com_

Ania Błaszkiewicz
Moje dwie ogromne pasje to kuchnia, podróże i malarstwo. Każda podróż inspiruje mnie do tego, by poszerzać swoje kulinarne horyzonty, łamać standardy i próbować wszystkiego, co mi do tej pory było nieznane. Tak samo jest z podróżowaniem, chcę być tam gdzie mnie jeszcze nie było. Do tej pory odwiedziłam około 11 krajów na całym świecie i mam apetyt na więcej.

Mati Poślednik
Byłem już w wielu miejscach na świecie, ale jestem nadal nienasycony pięknem świata. Podróżuję od co najmniej kilku lat. Odwiedziłem m.in. Meksyk, Chiny, Wietnam, Laos, Bangkok, Gruzję. Poza dalekimi podróżami zwiedzam również Europę (prawie każde państwo od Ukrainy po Włochy, Francję). Gdy jestem zmęczony zagranicznymi wyprawami to aktywnie zwiedzam naszą piękną Polskę. Prowadzę bloga podróżniczego www.TROPEMatiego.pl oraz www.MATTrail.com. Napisałem i wydałem książkę o Meksyku, która jest dostępna w znanych sklepach Mati w Meksyku.

TYTUŁ PREZENTACJI:
Dwa plecaki, dwoje ludzi, jeden motor 
Pomysł na wyprawę motocyklową wziął się z chęci niezależności i wolności pod względem dostępności środków komunikacji publicznej. Jak zaczynać wyprawę motorem to tylko tam, pośród miliona innych motocyklistów w Hanoi.

W stolicy Wietnamu kupiliśmy motor, a następnie w niewyjaśnionych okolicznościach straciliśmy jeden z podręcznych plecaków na autostradzie, Mati zdążył dostać poparzenia słonecznego, a Ania została kilkukrotnie uderzona przez motocyklowego taksówkarza.

Odwiedziliśmy jeden z parków narodowych Wietnamu, w którym postanowiliśmy w namiocie można spędzić noc. Miejsce, które wybraliśmy jest oddalone o 20 km w głąb dżungli. Wejście w głąb tej dziczy jest dużym problemem ze względu na porę deszczową i bujną roślinność a także groźne zwierzęta.Przed snem, byliśmy świadkami pięknego przedstawiania, które dały setki świetlików.
Kolejny etap podróży to przekroczenie granicy lądowej z Laosem, co pomimo kilku wpadek udało się. Laos codziennie witał nas kilkugodzinną, zimną ulewą. Drogi tego kraju są bardzo wąskie, kręte i dziurawe. Nasza codzienna jazda motorem to nieustanne zakręty i wleczenie się 20 km/h po górskich drogach gdzie po prawej stronie mamy górę, a po lewej kilkusetmetrowa przepaść. Wielokrotnie mijaliśmy ludzi myjący się w strumykach, w domach brak był elektryczności, ale ludzie byli zawsze przyjazne do nas nastawieni. Laos był dla nas niespodzianką, którą zapamiętamy do końca życia.

Kolejnym celem w podróży było przekroczenie granicy w stolicy Laosu – Wientian i dotarcie do Tajlandii. Niestety nie wiedzieliśmy o tym, że w lipcu 2016r. zmieniło się prawo i motory które mają rejestracje inną niż państwa graniczące z Tajlandią nie są wpuszczane. Postawiliśmy spróbować na innym przejściu granicznym oddalonym o 160 km. Tam też nas nie wpuścili. Wróciliśmy więc do stolicy Laosu, gdzie próbowaliśmy sprzedać lub zamienić nasz motor na laotański. Motoru nikt nie chciał. Kolejny pomysł to porzucenie motoru lub oddanie go mnichom. Postanowiliśmy spróbować targu z recepcjonistką hostelu, przy którym siedzieliśmy. Zaproponowaliśmy jej motor w zamian za noc w hotelu + bilet pierwszej klasy na pociąg do Bangkoku. Zgodziła się. Takim sposobem dotarliśmy do stolicy Tajlandii.