Piotr Wiland

Piotr Wiland

Podróżowanie jest rodzajem uzależnienia. Urok w podróżach upatruję szczególnie w tej nieprzewidywalności każdego dnia wędrowania. Wspaniałe dla mnie w dalekich podróżach jest to, że trafiam w miejsca jak  i spotykam ludzi odmiennych kultur, o czym kiedyś mogłem tylko marzyć jak dobrze byłoby tam być.

Podróżuję od wielu lat, czasem w pojedynkę, czasem z najbliższą rodziną. Moje relacje z podróży można spotkać w wydawanych corocznie książkach z serii „Przez Świat” (od 2003 roku) wydawanych przez Travelbit.

Mam zamiłowanie zarówno do tego czym się zajmuję na co dzień – czyli medycyny,  jak i bliskich i dalekich podróży, a w szczególności do krajów Ameryki Łacińskiej czy Indii. Od czasu do czasu zdarza mi się odwiedzić jakiś z krajów Czarnej Afryki jak Namibia, Etiopia czy Madagaskar. W początkach 2017 roku w orbicie moich zainteresowań znalazło się małe wyspiarskie państwo z kręgu kultury luzytańskiej czyli Wyspy św. Tomasza i Książęca.

Tytuł prezentacji: Karnawał na Równoleżniku Zero czyli Wyspa św. Tomasza się bawi
Wyspy św. Tomasza i Książęca to dość małe państewko położone niemal na samym równiku. Pod względem bezpieczeństwa miało podobno  bardziej przypominać Wyspy Zielonego Przylądka niż odległą o kilkaset kilometrów Nigerię. Standardowe pytanie moich znajomych na początku roku 2017 brzmiało: „To gdzie ty teraz jedziesz?” . Na odpowiedź: „Na Wyspy św. Tomasza i Książęcą”  większość zadawała mi  kolejne  pytanie:  „A gdzie to w ogóle jest?”. Mogłem sobie powiedzieć, iż jechałem sprawdzić gdzie to jest i jak tam jest.

Mieszka tam około 190 tysięcy osób, zaś łączna powierzchnia całego państwa wynosi 1001 km². Jak nazwa wskazuje składa się głównie z dwóch wysp oddalonych od siebie o jakieś 150 kilometrów. Wyspa św. Tomasza, którą chciałem zobaczyć jest sześciokrotnie większa niż Wyspa Książęca. Do tego dochodzi jeszcze mała wysepka Ilhéu das Rolas o powierzchni 3 km², którą miałem w planie odwiedzić. Tam mieszkają sami turyści znęceni noclegiem na równiku. Ja do nich również miałem dołączyć na tę jedną, jedyną noc.

Jeszcze raz zadam sobie pytanie „Co mnie tam przywiodło ?”.

Pierwszym motywem była pogoń za mieszkanką kultury luzytańskiej, której doświadczyłem w tak wielu innych miejscach jak Brazylia czy Goa. Innym jeszcze ważniejszym wątkiem był okres karnawału, który mógłby być jednak tylko wątłym odbiciem światła bijącego z sambodromu w Rio. Kolejnym powodem było nocowanie dokładnie na równiku na małej wysepce Ilhas Rolas.