Dzięki uprzejmości jednego z naszych prelegentów, dr. Eugeniusza Rzewuskiego (biogram pelegenta), mamy przyjemność zaprezentować artystyczne fotografie autorstwa Piotra Sadurskiego. Prace obrazują zbiór hebanowych rzeźb ludu Makonde, od lat gromadzonych przez państwa Rzewuskich.

 

 

 

SŁOWO  WSTĘPNE

Heban, to kulturowy symbol i duma Afryki. Ceniono go wielce w starożytnym Egipcie. Na meblach z hebanu siadywali i sypiali faraonowie. Na tym twardym szlachetnym drewnie o egipskiej nazwie transkrybowanej hbny  ryto hieroglifami ich dokonania.[1]  Takim jest postrzegany heban i współcześnie  - m.in. za sprawą rzeźbiarzy Makonde ze Wschodniej Afryki.  Pokazujemy tu rzeźby hebanowe z naszej prywatnej kolekcji w artystycznych fotografiach Piotra Sadurskiego.  Rzeźby kompletne oraz ciekawsze detale większości z nich. eksponujące walory ich kompozycji, starannej cyzelacji, wizualnego żartu. Dzieła dłuta najwybitniejszych twórców tzw. stylu ‘shetani’ i stylu ‘ujamaa’ : artystów Mozambiku i Tanzanii z okresu 1973-1999. Kilku z nich już nieodżałowanej pamięci:  Odeszli już:

Hossein Anangangola, Atanásio Focas Nkalisasa (Fokasi), João Aliweka – już odeszli.  Zgasł też wielki Robert Jakobo – twórca stylu ujamaa­. Teraz klasykami za życia są m.in. : Moris Mathias Mbangwende, Agostino Mwanga, Simuni Dastani Jr., Frederico  Mpakulo – dwaj ostatni uczniowie i kontynuatorzy dzieła swych wybitnych ojców.

Prawie wszyscy mają korzenie w mozambickiej części Płaskowyżu Makonde chociaż większość z nich działała w Tanzanii, gdzie – w przeciwieństwie do Mozambiku – nie było wojny a był popyt na ich twórczość. Ta sztuka wyrasta z ludowej gleby kulturowej choć nie pełni żadnych funkcji obrzędowych i sakralnych. Dialoguje z tradycją, ale artykułuje ją w nowoczesnej idiomatyce wizualnej. Mową i organiczną solą tej gleby jest groteska. Artyści sięgają do tradycyjnych wierzeń i zabobonów raczej by przełamywać tabu, dekonspirować i wyszydzać demony a nie by oddawać im cześć.  „Kusy” kusi, mrok pobudza wyobraźnię – bardziej niż anielska światłość.  Groza daje, ale i odbiera chleb i sen.

Określenie gatunkujące „styl szetani” obejmuje wyobrażenia rzeźbiarskie  rozmaitych demonów, dżinnów, duchów – najczęściej o polimorficznej postaci.  Mogą objawić się jako wicher, choroba, przybrać dowolną postać: człowieka, węża, kameleona, nietoperza. Upiory człeko- i zwierzopodobne wyobrażane są najczęściej jako istoty ‘połowiczne’ – jednookie, męskie lub żeńskie, czasem rogate. Kobieta-syrena też nie jest ‚z tego świata’. W jednej z rzeźbionych scen syrena  pożerana jest przez węża. Wąż jest w tym świecie wyobrażeń wszechobecny, symbiotyczny. Są  artyści rzeźbiący sceny demonów, rozprawiających się z ludźmi i z innymi demonami.

Styl szetani makondejskich rzeźb wyraża się w rozmaitych odmianach: formy ażurowe, przestrzenne konstrukcje figurowe i linearne, nierzadko abstrakcyjne. Bywają też półpłaskorzeźby i rzeźby lite.

Duchy i czary to karma wszelkich sztuk. Czy demony są muzami czy chochołami dla mistrzów rzeźby Makonde? Wielu zaczynało niegdyś od wtajemniczenia do wykonywania lekkich hełmowych masek mapiko.[2] Tzw. maskarady mapiko są sztuką performatywną, wywodzącą się z tradycji obrzędów inicjacyjnych. Makondejskie ‘dziady’ to przedstawienia z tańcem, maską i kostiumem, śpiewem i muzyką. Kuplety w języku makonde przeplatają się humorystycznie i aluzyjnie z wtrętami w suahili, po portugalsku lub angielsku. A przecież i w języku rzeźbiarskiego dłuta obserwujemy taki świadomy code switching i hybrydyzację. Proszę uważnie przyjrzeć się fotografii rzeźby Simuni Dastaniego (Jr) Kobieta z tykwą.  Jakże nowoczesna i symboliczna to  kompozycja  a  zarazem bliska tradycji i niedościgłemu kunsztowi jego zmarłego ojca (Dastani Nyedi).

Własnym idiomem chiaroscuro – światła i cienia – przemawiają też fotografie Piotra Sadurskiego. Czarno to widzę –  bo czarne jest piękne.

Eugeniusz Rzewuski

 


[2] mapiko to tradycyjnie i współcześnie najbardziej znany przykład kultury Makonde – wiejskiej i miejskiej, nawiązującej do lokalnego kontekstu.   lipiko (l.mn. mapiko) to nazwa ducha, który wciela się w zamaskowanego tancerza). Zob. na stronie https://vimeo.com/mapiko

 

 

Z Eugeniuszem Rzewuskim, inicjatorem wystawy „Heban. Drążenie in tenebris” rozmawia Agnieszka Smutek.

Jak rozumieć drugi człon nazwy wystawy – „drążenie in tenebris”? W czym drążą rzeźbiarze z Tanzanii i Mozambiku?

W czym drążą? W wierzeniach rodzimych i importowanych o duchach wszechobecnych, o życiu po śmierci, o  strefach tabu, czarownictwie, magii,  klątwach lub urokach rzuconych przez sąsiada, własnych traumatycznych  kompleksach, w pamięci historycznej zbiorowej i indywidualnej obejmującej zarówno dawne tradycje i rozczarowania rzeczywistością, w mrocznych pokładach poczucia krzywdy i poddaństwa wobec władzy niesprawiedliwej i narzuconej, godności pohańbionej. Stąd zrodziły się na początku lat 60. dwa dominujące nadal gatunki rzeźby: shetani i ujamaa (demony i komuny). Czy to przypadek, że spacerują razem? Czy artyści wierzą w demony, jakie wykuwają z hebanu? Nie wszyscy i nie całkiem wierzą. Ale może jednocześnie nie chcą prowokować ‘licha’ wyparciem się wiary w  jego istnienie. Rzeźbienie jest formą zaklęcia: A jednak jesteś! A kysz!

Oprócz rzeźbionych hebanów na wystawie zobaczymy także artystyczne fotografie Piotra Sadurskiego. Jak doszło do współpracy przy tym projekcie i jak ona wyglądała? 

Piotr sporo podróżował po świecie, po Afryce Zachodniej, nie znał sztuki Makonde ze wschodniej części kontynentu. Zainteresował się nią jako fotograf. Przedstawiła go nam, chyba pod koniec 2015 roku, nasza wspólna znajoma. Zdjęć naszych rzeźb wykonał ponad dwieście. Czarny heban na czarnym tle, rysowany światłem – zgodnie z etymologicznym znaczeniem słowa fotografia. Utwierdziły nas w przekonaniu, że trzeba eksponować detale rzeźb. ‘Hebanów’ na wystawie wrocławskiej jest dwanaście, ich fotografii świetnej jakości w dużych formatach zmieściliśmy tylko osiem. Jest też animowana diaporama fotografii w autorskim montażu, z oryginalną muzyką makonde, w wideoramce. Uczy patrzeć na detal, wczuć się w klimat, emocje jakie przekazują artyści. Ułatwia patrzenie przez soczewkę obtartą z mgły stereotypów.  Świetnie dostroiliśmy się z Piotrem w naszej wspólnej opowieści o tej sztuce.

„Heban to kulturowy symbol i duma Afryki”. Jak uniknąć kolonialnego, europocentrycznego spojrzenia na te dzieła sztuki?

Każda sztuka powinna przemawiać sugestywnie: estetyką wykonania, także intencjonalną brzydotą, emocjami, oryginalnością formy i metafory. Powinna zaskakiwać widza, rozbrajać ewentualne uprzedzenia, jakich może on być nieświadomym ‘nosicielem’. Pokazywane na wystawie rzeźby mają te walory. Zamierzamy zainteresować widza ich tematem i wychodzimy mu naprzeciw. Stosujemy terapię szczepionkową lub homeopatyczną: chorobę zwalczać substancją chorobotwórczą. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.

Pokazujemy głównie rzeźbiarskie wyobrażenia rozmaitych złych i dobrych duchów. Groteskowa demonologia z przymrużeniem oka jest zamysłem samych artystów Makonde i przesłaniem tej wystawy. Przez takie egzorcyzmy chcemy też rozminowywać uprzedzenia i oczekiwania widza, który spodziewa się, że sztuka Afryki to przede wszystkim maski. Demaskujemy maskę, bo podtekstem postrzegania i myślenia z perspektywy ‘kolonialnej’ jest przekonanie, że murzyńskie plemiona mówiące narzeczami, tworzą gromadnie i anonimowo sztukę prymitywną, zwłaszcza maski. Utarte przekonania preformatują nasze patrzenie na sztukę Afryki. Bywają też mody, jaką był orientalizm w XIX wieku. Asymilujmy i udomawiajmy elementy innych kultur, ale pamiętajmy, że postawa taka nie przynosi per se rozumienia kultury, z której dane artefakty pochodzą. Wyzbycie się takiej perspektywy to pierwszy warunek i podstawa patrzenia na rzeźby pokazywane we Wrocławiu.

Przypisanie i uszanowanie autorstwa, podmiotowości i indywidualności każdego twórcy sztuki, sztuki ludowej także a nawet szczególnie, pomaga wyzbywać się przekonania o anonimowości fokloru. Idzie z tym w parze  konieczność wystrzegania się uogólnień, np. o jedności kulturowej Afryki i jej społeczeństw, o sztuce afrykańskiej ‘jako takiej’. Sztuka rzeźbiarzy ludu Makonde lat 1960-2000 jest unikalna. To sztuka o korzeniach ludowych tworzona na obrzeżach miast. Wyszła poza swoje środowisko. Jej pierwszoplanowym adresatem nie jest społeczność etnicznych ziomków, lecz świat zewnętrzny w sensie rynkowym, ale i estetycznym.
Oprócz rzeźby, specjalnością ludu Makonde, częścią niematerialnego dziedzictwa jego kultury są tzw. maskarady mapiko, pochodne od obrzędów inicjacyjnych. Poświęcamy im odrębną wideoramkę z zapisami filmowymi. Pokazują one jak maski są rzeźbione.

Wernisaż wystawy „Heban. Drążenie in tenebris” odbędzie się już 12 października, o godz. 17 w MBP Filia nr 12, w budynku Dworca Głównego PKP we Wrocławiu. Wystawa czynna w dniach 9-25.10.2017 r. Więcej informacji: http://goo.gl/D8FQEP

 

WIRTUALNA FOTOGALERIA RZEŹBY MAKONDE (TANZANIA, MOZAMBIK)

Ze zbiorów Ewy i Eugeniusza Rzewuskich.

Fotografia: Piotr Sadurski

Wybór i komentarz: Eugeniusz Rzewuski.

 

Słowniczek tematyczny języka suahili:

SANAA to sztuka w ogólności i wszelka. Stąd MSANII – artysta/artystka

SANAMU to figura ludzka, jej podobizna, posąg, pomnik. Może być  też i zwierzęca (przez rozszerzenie) ale już nie podobizna drzewa, czy domu.

VINYAGO to liczba mnoga i zbiorowa dla  rzeźb jakich fotografie tu pokazujemy a także i masek – których nie pokazujemy.  Liczba pojedyncza to KINYAGO.

KUCHONGA – znaczy rzeźbić przez drążenie, stąd MCHONGAJI – rzeźbiarz tworzący tą techniką.

KUFINYANGA znaczy lepić z gliny – nie tylko garnki. MFINYANZI to garncarka czasem garncarz, ale także artysta rzeźbiarz, jak Reinata Sadimba (foto 21).

SHETANI – to duch (pepo) lub demon i dżinn lub jego rzeźbiarskie lub malarskie przedstawienie

MZIMU – to duch zmarłego, nie mylić z shetani. Liczna mnoga to MIZIMU.

UJAMAA – to ród, wspólnota; także socjalizm po tanzańsku jako ideologia inspirowana tradycją solidarności rodowej.   Gatunek rzeźby w sztuce Makonde przetwarzającej tę ideę.

Ludzie Makonde, jak Polacy:  ‘swój język mają’, ale dla tych którzy żyją ze sztuki to suahili jest językiem handlowym.

A polscy turyści przywożą z wycieczki do Wschodniej Afryki drewniane pamiątki  zwane „makondami”: czy to diabeł, czy maska, słoń lub grzebień.

 

 

Nr1

Autor nieznany, Tanzania 1973. Wczesny styl shetani. Pierwszy nabytek w nieplanowanej kolekcji. Przedstawia czarownika z wężem lub wcielonego weń ducha. Na domowy użytek nazywam tę rzeźbę Laokoonem przez skojarzenie ze słynnym legendarnym  helleńskim pierwowzorem, kapłanem z Troi. Porównawcza interpretacja z istniejącą dokumentacją muzealniczą i naukową, niestety rozproszoną, pozwoli być może ustalić prawdopodobnego artystę lub jego mistrza.

 

Nr2a

Frederico Mpakulo, Mozambik 1977. „Rodzina”.  Styl ujamaa – zapoczątkowany przez Roberta Yakobo (zob. 7). To był mój drugi nabytek. U szczytu rzeźby trzy dominujące elementy: i) głowa matki rodu, ii) stępa (moździerz) – atrybut karmicielki, iii) głowa ducha (pepo czyli shetani). Rzeźba wykonana w warsztacie-spółdzielni rzeźbiarskiej Constantino Mpakulo, jego synów oraz  zięcia w mieście Nampula. Frederico nadal tworzy i działa w Maputo.

 

Nr3

João Aliweka , „Cyklop”, Mozambik, 1983. Shetani piękny jak Adonis. Kusi urodą. Ma jedno oko cudownie  obramowane łukiem linii nosa, świdrowaty róg na głowie, laryngologicznie głęboki uśmiech. A także coś z hinduskiego bóstwa w układzie nóg – jakby w wizualnym  dialogu z „Jogą” (4). Autor rzeźby, to także Mozambijczyk, urodzony ok. 1942r  w okolicach miasta Mueda – administracyjnej stolicy mozambickich Makonde.

 

Nr4

Atanasio Focas (Fokasi), „Joga”. Shetani utrwalony w wyjątkowo kokieteryjnej pozie. Przypomina ona asanę zwaną  yoga acrovinyasa. Artysta odwraca uwagę od zębatej paszczy tego szkodnika i jego nosa-trąby.  Obłaskawia go, kamufluje, czy rozbraja? Ciekawe skąd te wizualne hinduistyczne inspiracje w 3 i 4? Czy Fokasi i Aliweka rzeźbili dla rodzimych kupców indyjskich?

 

Nr5

Autor nieznany, „Kobieta z dzieckiem”, styl shetani?, Mozambik, (1983?). 54W 22S 10G
Rzeźba ma rzadko spotykany kształt i formę wypukłej płaskorzeźby. Jak w przekroju podłużnym pnia hebanowego czerń jądra kontrastuje tu z otuliną jasnego bielu –  łódeczkowatego tła. Deformacje twarzy to konwencja w wyobrażeniach shetani.  I matka i dziecko mają w czuprynie uszka spiczaste niczym dyskretne zalążkowe rogi. Przekładając na własną estetykę i wyobraźnię pomyślałem przez moment o „Rosemary i jej dziecku”. Rzeźba nie miała cokolika, oglądało się ją leżącą,  być może miała być zawieszana? Obecna podstawa z bukowego bejcowanego drewna dorobiona została w Polsce – z konieczności.

 

Nr6a

António Sanio, „Shetani – Chopin”, styl shetani, ok. 50W,  Mozambik, 1982 (?). Nigdy nie poznałem rzeźbiarza António Sanio.  Przypuszczam, że nie słyszał on o Chopinie. Nasz tytuł jest owocem prywatnych skojarzeń.  Jest to rzeźba  wyjątkowo przemyślnej kompozycyjnie urody, bogatej treści. Ma swój rewers i awers, recto i verso, które tworzą jedną balladę  w dwu odsłonach. Jest tu wąż pożerający syrenę, za sprawą shetani. Dużo się dzieje. Figury w recto przenikają na drugą stronę tej magicznej nierzeczywistości.

 

Nr7

Robert Yakobo, (Robert Jakobo Sangwani), „Ujamaa” („Wspólnota”), słup wys. 170cm, Tanzania, 1996r.
Mozambijczyk z urodzenia (na pocz. dekady lat 1930) i zamieszkania w latach młodości, obywatel Tanzanii. zmarł w 1996r. Uznawany jest za   ‘wynalazcę’ na początku lat ’60.  stylu rzeźby nazwanego ujamaa (j. suahili – ‘wspólnota’,  czyt. udziamaa). Stylu  wyniesionego na piedestał upaństwowionej socjalistycznej narracji obu ojczyzn Jakobo jako artystyczny wyraz ponadetnicznej  ludowej solidarności, tożsamości rodzących się narodów.   Sam Jakobo  nazwał swą pierwszą w tej stylistyce rzeźbę : dimoongo (‘siły’ w j. makonde). Nie rzeźbił figur shetani. Pierwszy prezydent Tanzanii Julius Nyerere, uczynił Roberta Jakobo ‘nadwornym artystą’. Jego rzeźby ofiarowywane były najbardziej dostojnym gościom tanzańskiego państwa i partii rządzącej.

 

Nr8

Autor nieznany (Moris Mathias Mbangwende?), „Szkapa”, styl shetani, 62W, Tanzania.
Stwór jednooki, rogaty, pyskaty, o głowie końskiej lub hipopotama – zoomorficzne przedstawienie shetani. A tytuł „Szkapa” – to przez ten żeński ‘miniwisiorek’ na gładzi korpusu. Jak w najładniejszych figurach dłuta Mbangwende – mistrza elegancji, cyzelatora, lub jego uczniów. Hipotetycznie przypisałbym jej autorstwo temu dłutu właśnie.

 

Nr10

Hossein ‘Abunuwasi’ Anangangola, „Shetani” – dominujący nad tłumem”,  Tanzania, 1998.

 

Nr11

Anangangola, „Shetani”, ażur cylindryczny

 

Nr12

Hossein ‘Abunuwasi’ Anangangola, „Shetani” – dominujący nad tłumem”, Tanzania, 1998.

 

Nr13

Autor nieznany, „Karibu” Tanzania, 1998. Styl shetani z elementami mshikamano – horrendalnie dramatyczna i misterna zarazem plątanina postaci w konstrukcji poziomej.  Może to być zbiorowe zniewolenie przez demona, ale mshikamano (dosłownie znaczy „wzajemne trzymanie się”  to także „solidarność”.  Tak też odczytuję trzy punkty podparcia konstrukcji, (wykorzystanie naturalnych odgałęzień – korzeni?) – przydają one całej kompozycji symbolikę spójni jaką w Afryce wyraża palenisko z trzema kamieniami – podporami do garnka gotowanej strawy.

 

Nr14

Autor nieznany, „Meduza”, Tanzania.  Znowu ta natrętna grecka mitologia. Erynia stworzona by straszyć. A może to ofiara straszenia? Jak w „Krzyku” Muncha?

 

Nr15

Moris Mathias Mbangwende (?),  „Oko ’Opaczności’ ”, styl shetani,  27W 9S 11G, Tanzania, 1997.  Demony to opaczność Opatrzności zaś opaczność to (wg SJP): rozumienie, robienie na opak, odwrotnie niż trzeba; nieprzychylność; przeciwność. Ta mała figurka aż się prosiła o takie przekorne imię. Mbangwende upiększył tego ducha – tę zjawę. Wyposażył ją bowiem w filuterny atrybut kobiecości w formie piersiokształtnej zawieszki w miejscu ucha.  Shetani najczęściej wyobrażane są jako istoty połowiczne – mają więc jedno oko, jedną nogę a tu także pojedyncza jędrna hebanowa pierś i oko arabskiej klaczy okolone rzęsami. Ale buzia w ciup przypomina/zwiastuje raczej maskulińskiego wielkiego celebrytę. Zespół znaków rozpoznawczych stylu Mbangwende.

 

Nr16

Agostino Mwanga, „Miss Banana” („Mama Ndizi”), Tanzania, 1998.

 

Nr17

Agostino Mwanga,  „Syrena”, Tanzania. Zapytałem kiedyś Mwangę, czy słyszał o takim stworzeniu jak kobieta-ryba: samaki-mtu, zwana też nguva czyli dugong czyli syrena.  Niedługo przyniósł gotową rzeźbę. Na szczęście różni się ona  od dugonga a także od klasycznych europejskich przedstawień syren. Wprawdzie tułów również zakończony jest płetwą mniej wyrazistą. Nie wiadomo czy to syrena czy inny stwór hybrydoidalny.  Z gracją trzyma na głowie tykwę  niczym dzban, twarz skupiona, nieobecna.  Agostino Mwanga urodził się w Mozambiku w 1962r.  Jako sześcioletni chłopak zamieszkał w tanzańskiej stolicy. Agostino ukończył tanzańską szkołę podstawową a rzeźbienia w  mpingo uczył się u słynnego mistrza Dastaniego Nyedi. Był starszy od jego syna Dastaniego Simuni Jr. Nyedi (patrz rzeźba „Kobieta z tykwą” na tej wystawie). Mwanga wystawiał swe prace za granicą, m.in. w Bonn i Frankfurcie nad Menem.

 

Nr18

Autor nieznany, “Stańczykowa”, Tanzania, ok. 1997.  Czapka trochę błazeńska, usta z kobiecą wargową  kłódką jakie nosiły kiedyś kobiet Makonde (por. 2). Ciekawe połączenie chropowatości i gładzi.

 

Nr19

Simuni Dastani (lub Dastani Jr.). „Kobieta Z tykwą”, surowiec: drewno muninga a więc nie mpingo (czyli heban).   93W 19S 28G, Tanzania, 1998.

„Kobieta z tykwą” to nasz domowy kolekcjonerski tytuł. Odwraca on pruderyjnie uwagę od innych możliwych odczytań symboliki dzieła – zwłaszcza zaś figury węża spełzającego do stóp kobiety. Węża z biustem i śmiesznym ryjkiem.  Elementy tej kompozycji przewijają się w innych pracach Simuni Dastaniego. Surowy jakby obłamany i nieobrobiony element wierzchołka to jedna z modnych manier w nowoczesnej rzeźbie makonde. Charakterystyczne wydłużone kompozycje abstrakcyjne nawiązujące ideowo do wątku shetani są swego rodzaju marką tej rodzinnej szkoły. …
Uczeń słynnego ojca (Simon Nyedi Dastani) pozostanie  dożywotnim juniorem, ale też jego artystycznie najwierniejszą kontynuacją. Dastani-ojciec zmarł przed kilkoma laty. Simuni terminował u niego od 12 roku życia a potem tworzył też własne kompozycje. Rzeźbią też jego bracia Nyedi i Boniface.  Simuni to już pokolenie artystów piśmiennych, po szkole, znających j. angielski. Ukończył też kurs rzeźby w miasteczku Bagamoyo, pod kierunkiem polsko-szwedzkiego artysty-rzeźbiarza Stanisława Luxa, finansowany prze szwedzką pomocową agencję rządową SIDA. Mieszka w Dar es Salaam.

 

Nr20

Rosemary, „Odpoczywająca Zosia” („Resting Sophia”), Tanzania, 1998.
Rose reprezentuje pokolenie młodych artystów fin-de-siècle’u, podobnie jak Simuni Dastani (j.w.). Tanzanka, jedyna w tej galerii rzeźbiarka nie będąca Makonde.

 

Piotr Sadurski
Piotr Sadurski

Fotograf, archeolog podwodny, podróżnik. Od 1993 pracował w Gazecie Wyborczej. W latach  2001-2012 r. fotografował dla polskiej wersji magazynu „Newsweek”. Wykonywał zdjęcia w Kirgistanie, Wenezueli, Mali, Togo, Ghanie, Burkinie Faso, Czeczenii i Maroku. Kilkakrotnie podróżował do Tybetu. W 2010 odwiedził Chiny, by sfotografować i przeprowadzić wywiad z Ai Weiwei, Wang Qingsong, braćmi Gao i innymi chińskimi undergroundowymi artystami. Publikował w „Newsweeku”, „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „National Geographic”, „Traveler” i wielu innych renomowanych magazynach. Współpracował z Międzynarodową Inicjatywą Humanitarną oraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Swoje prace prezentował podczas wystaw: „Zachodnia Afryka” w Galerii Związku Polskich Artystów Fotografików w Warszawie (1996r.), „Tybet” w Muzeum Narodowym w Poznaniu oraz w polskim Sejmie, gdzie jego prace zobaczył Jego Wysokość XIV. Dalajlama (2000 r.), „Zapomniani – Czeczenia” w Warszawie, Krakowie, Oświęcimiu, Górze Kalwarii. (2004 r.) oraz „Off Beijing” w Warszawie (2010r.), „Heban. Drążenie in tenebris” we Wrocławiu (2017). Prowadzi podwodne badania archeologiczne dna Wisły w Warszawie, częściowo sponsorowane przez Urząd Miasta st. Warszawy.